Dominions 4 – relacja z gry multiplayer, część 5

W tym odcinku jest akcja.

Rok trzeci, wiosna

Mictlan zrobił wycieczkę z zamku i pokonał liczniejsze wojska Ermoru. Oczywiście ucieszyłem się z tego. W moim interesie jest, żeby biedny Mictlan trzymał się jak najdłużej. Chyba że sam będę chciał go podbić.

Po lewej Mictlan, po prawej Ermor.

Jaszczury uciekają jeszcze przed właściwą walką. Wystarczyły same czary magii krwi.

Ale Ermor też ma magów. Głównie idą w ruch czary ogniste. Wiele jednostek płonie, a część gorszych jednostek Mictlanu uciekła.

Opisałbym tę bitwę lepiej, ale wydaje mi się, że po nowym patchu replay ze starych tur mam przekłamany, więc to co mam, to tylko 4 screeny, które zrobiłem wcześniej.  Na tym ostatnim widać, że Ermor mógłby wygrać, gdyby nie upadek morale w jego armii. Po słabych jaszczurach następni byli procarze, którzy byli ostrzeliwani przez procarzy Mictlanu. A po jakimś czasie principes musieli oblać test na morale.

Sytuacja na mapie. Zwiększyłem swoje tereny o prowincje morskie. Niestety droga wodna na południe jest blokowana przez niespodziewanego przeciwnika: duchy.

No i przegrałem tam bitwę z kretesem. Straty nawet nie były duże, ale bitwa była bardzo krótka, bo duchy mają cechę fear.

Ale są też dobre wiadomości. Nie chciałem dopuścić, by wzmocniona wielka armia Ermoru ponownie ruszyła na zamek Mictlanu, dlatego zaatakowałem ich.

Najpierw poszła w ruch moja tajna broń, czyli Baobhan Sidhe, wampirzyce. Frakcja Tir na n’Og reprezentuje stereotypową jasną strony mocy. Nie ma tu magii krwi czy śmierci, nie ma demonów, diabłów, nieumarłych czy zabijania populacji. Jedynym odstępstwem są tu te jednostki, ale bardziej zalicza się to do podstępów wojennych niż do bycia po stronie ciemności.

Mają cechę assassin, czyli mogą przed fazą bitew atakować dowódców. Można się bronić przed tym tylko częściowo, przydzielając kilka jednostek jako straż dowódcy, ale wtedy te jednostki podczas bitwy będą trzymać się blisko dowódcy, przez co, gdy ten dowódca ma stać za linią walczących, jego straż również będzie tam stać i linia będzie osłabiona. W późniejszej fazie gry dowódców i magów jest sporo, i nigdy nie wiadomo kogo zaatakują zabójcy, dlatego często jest tak, że nikt nie daje magom obstawy, dopóki przeciwnik nie zacznie używać zabójców. Gdy już zacznie to, gracz narażony na te ataki ma problem, bo ochrona wszystkich magów odciąga od walki dużo jednostek, co może mieć efekt gorszy niż pozostawienie dowódców samym sobie.

Wszystkie trzy ataki się udały. Wyeliminowani dowódcy to Centurion, Augur Elder i Legatus Legionis. Po co ten gracz kupował Centuriona? Problem był tylko z Augurem, ale zmęczył się walcząc czarami z widmowymi wilkami i wojownikami, które przyzywała moja Baobhan Sidhe.

Teraz właściwa bitwa. Niestety nie mam screenów, a replay może być przekłamany, dlatego pokażę tylko ustawienie początkowe.

Ten gracz nie jest zbyt doświadczony, a mówiąc prościej, robi wrażenie kiepskiego gracza. Już drugi raz widać, że ustawia się byle jak. Tutaj mimo jego przewagi liczebnej to ja mam szerszy front i przez to na flankach mam przewagę. Już nie mówiąc o tym że moje jednostki są w ogóle lepsze. Na jego nieszczęście jego jednostki mają dobre morale, przyjazne dominium itd. przez co długo nie uciekały i dały się wyrżnąć.

 Rok trzeci, lato

W tych turach działo się niewiele. Ermor został przeze mnie usunięty z ziem spornych Mictlanu w poprzednich turach. Nie podbiłem nic nowego, jedynie dwa razy przymierzałem się do ataku na najbardziej wysunięty na południe zamek Ermoru, ale raz niepotrzebnie wycofałem się stamtąd.

Chodziło o to, że chciałem z zaskoczenia rozgromić armię Ulm, gdy będzie on oblegał Mictlan. Wygadałem się niepotrzebnie Mictlanowi, bo chciałem, żeby spokojnie czekał w zamku i chciałem się upewnić czy wytrzyma oblężenie do czasu, aż odpowiednio się ustawię. Wolałem pobić Ulm w polu, a nie oblegać go w Mictlanie, co by wiązało dużo moich sił i Ermor mógłby mnie wtedy zaatakować.

Niestety, Ulm wycofał się z pod Mictlanu, tak jakby chciał uniknąć mojej pułapki, a ja znowu ruszyłem na graniczny zamek Ermoru. Zmarnowane tury nic nie wnoszącym łażeniem w te i we wte. Z Ulmem miałem dobre stosunki, teraz pewnie zaczął już knuć z Ermorem przeciwko mnie.

Szkoda, że się nie udało, bo wydaje mi się, że gracz kierujący Ulmem jest dużo groźniejszy, niż ten grający Ermorem.

2 thoughts on “Dominions 4 – relacja z gry multiplayer, część 5”

  1. Fajne. Aż nabrałem ochoty wrócić do gry. Jakby się szykowała jakaś następna to chętnie się dołączę.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s