Dominions 4 – relacja z gry multiplayer, część 3

Wojna.

Rok drugi, wiosna

Zanim rozpocząłem swoje prewencyjne podboje, musiałem skalać się dyplomacją. Jeśli jest się otoczonym przez wielu graczy, to nie jest mądrym posunięciem zaatakowanie kogokolwiek przed zapoznaniem się z sytuacją „międzynarodową”. Istnieje zbyt duże prawdopodobieństwo, że gdy zaatakuje się kogoś, inni od razu zaatakują ciebie, by wyjść na obrońcę uciśnionych i jednocześnie na tym skorzystać terytorialnie. Niestety zazwyczaj gdy to my jesteśmy atakowani, to wtedy inni również chcą zdobyć nowe prowincje, tylko że już niekoniecznie kosztem niegodziwego agresora.

Dlatego najlepiej nie atakować samemu jako pierwszy, tylko poczekać na rozwój sytuacji, lub zaatakować, lecz uprzednio umówić się z innymi graczami co do sojuszy, stref wpływów i paktów o nieagresji. Skutek najczęściej jest taki, że jakiś nieszczęśnik zostaje uznany przez tajny sąd, złożony z jego sąsiadów, za zbyt wielkie zagrożenie dla innych i zostaje zgangowany. A to z kolei wywołuje reakcję u sąsiadów sąsiadów zaatakowanego.

Sojusznicy są najpewniejsi, gdy nie mają z nami wspólnych granic – może nie zawsze pomogą w wojnie, ale zazwyczaj nie wsadzą nam niespodziewanie włóczni w plecy. Co najwyżej strzałę z łuku.

Caelum to frakcja kiepska w początkowej fazie gry. Jej jednostki są słabe w walce wręcz, przez to ciężko im cokolwiek podbić, gdy jeszcze potężne czary nie są wynalezione. Gracz nimi kierujący chyba nie umiał opracować dobrej strategii, albo nie miał szczęścia do sąsiadów. Hinnom i Mictlan uznali, że strefy ich wpływów powinny sięgać nieco dalej niż życzyłby sobie ich nieszczęsny sąsiad. Z kolei ja wspólnie z graczem kierującym Ulm uznaliśmy, że Mictlan jako nasz wspólny sąsiad, jest zbyt wielkim zagrożeniem. Z Ulmem nie mam na razie granicy, więc możemy być tymczasowymi sojusznikami.

Ulm zgromadził siły na południowo-wschodniej granicy z Mictlanem i zaatakował klasycznie. Ja moimi przekradłem się wgłąb terenów przeciwnika i zaatakowałem jednocześnie 3 prowincje i to bez zbadania obrony, bo nie chciałem tracić tury. Zresztą wróg mógł zwiększyć obronę po zwiadzie i wtedy też bym zaatakował, mając mylne informacje. Pod zamkiem przeciwnika wygrałem, ale tam nie było obrony, a sam miałem dużo jednostek. Pozostałe dwie prowincje zaatakowałem małymi siłami, licząc, że w prowincjach nie będzie dużej obrony. W jednej nie było: wygrałem, ale jakimś cudem zginał mój dowódca (Sidhe Champion).

Zginął głupio, bo przez czar wrogiego kapłana Holy Avenger. Czar ten rzuca kapłan na siebie, i gdy coś zada kapłanowi obrażenia, to z nieba wali boski promień w losowo wybranego przeciwnika. Pierwszy raz widzę, żeby ten czar tak odmienił bitwę. Mam nadzieję, że nie odmienił wojny. Sidhe Championi są mi potrzebni, bo są dobrymi dowódcami z umiejętnością ukrywania się.

W trzeciej prowincji po prostu natknąłem się na większy oddział Jaguarów, czyli świętych jednostek Mictlanów. Tu Sidhe Champion też zginął, bo kazałem mu trzymać się blisko walczących by wspierać ich swoimi pieśniami o odwadze i wytrwałości w walce (narodowe czary Tir na n’Og o niestety małym zasięgu). Niedobitki zwiały do tej drugiej prowincji gdzie wygrałem i teraz mam tam 5 swoich wojowników Tuatha bez dowódcy (i bez możliwości zrekrutowania na miejscu jakiegoś), więc nawet nie wiem co przewiduje mechanika w takich wypadkach. Pewnie od razu uciekną w bitwie, co nawet byłoby dobre.

Czyli sytuacja jest taka, że oblegam zamek Mictlanu. Dwie prowincje na wschód jest ich stolica, skąd może nadejść jego armia. Ale ja mam atut, o którym będzie może później. Tuż obok obleganego zamku, na północy, pojawił się w końcu w moim polu widzenia Ermor. I to od razu z armią około 90 jednostek. Nie mam pojęcia co on zamierza. Czy szykuje się to ataku na mnie? Chciał atakować Mictlan? Chce się tylko bronić? Ulm twierdzi, że pod jego granicą też ustawił armię, tyle że słabszą. Twierdzi też, że wstrzyma chwilowo marsz w głąb Mictlanu, by zebrać większe siły i zobaczyć na kogo z nas ruszy główna armia Jaguarów ze stolicy naszego przeciwnika.

Teraz najbardziej zagadkowy jest dla mnie Hinnom. Mam z nim wspólną granicę, ale nie widzę, żeby zbierał pod nią jednostki.

Tutaj ta sytuacja. Moja frakcja ma flagi zielone z białym obrzeżem. Skrzyżowane miecze to prowincje, gdzie toczyły się walki.

Rok drugi, lato

Moje bitwy przeciwko Mictlanowi, to były raczej potyczki z symboliczną obroną prowincji, a nie bitwy dwóch wielkich armii. Taka zabawa w odbijanie, ale chociaż zamku żadnego nie zdobyłem (nawet nie próbowałem oblegać palisady), to zyskałem nieco terenu, bo zaangażowałem więcej oddziałów, a Mictlan swoją największą armią ciągle siedział w stolicy i produkował tam wojsko, chociaż jego dochody zmniejszały się.

Bezwględny władca-dyplomata z Ulm namówił Ermor do ataku na Mictlan. Zacząłem w tym momencie żałować zgangowanego gracza. Tylko Hinnom nie zaatakował go w tej grze. Nawet Caelum jako pierwsze najechało jego prowincję, ale to był słaby i rozpaczliwy atak, by w ogóle zyskać jakiś teren i Caelum przestało się liczyć w rozgrywce.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s