Dominions 4 – relacja z gry multiplayer, część 1

Gramy w 6 osób na mapie Fantomia. Planuję robić odcinki co 6 tur i nie wchodzić w zbytnie szczegóły. Odcinków w sumie może być nawet z 10, gdybym przeżył do końcowego etapu gry.

Pretendent

Mój pretendent dla frakcji Tir na n’Og. Wygląd nie powala, ale skupiałem się raczej na parametrach. Myślałem jeszcze nad Monolitem, Smokiem N i Irminsulem (drzewo). Smok niby lepszy w walce, ale ograniczony do jednej ścieżki i droższy, a w walce i tak może dostać affliction. Wielka Matka może tratować, ma regenerację i z dominium 9, gdy dochodzi awe, może być samodzielną expansion party.

Hm, za dużo angielskich słów?

Mały bless E i N dobry dla magów i moich sacred troops. Tych ostatnich planuję używać, w końcu dominium 9 do czegoś zobowiązuje (synergia?) i dlatego podbiłem produkcję. Jeden poziom zimna nie powinien być problemem; uderza trochę w zaopatrzenie, ale mapa jest mała jak na ilość graczy (i to jeszcze same lądowe frakcje), a ja mam magię natury i moje jednostki idą w jakość, a nie ilość. Chociaż teraz myślę, że może gorąco byłoby lepsze, bo na mapie nie ma rzek, są za to przełęcze, a jeden gracz gra Caelum. I że można by temperaturę zmienić jeszcze bardziej. Magię mogę potem przedmiotami podbić do N5 i rzucić globala Mother Oak, bo jestem chyba najmocniejszą w N frakcją w tej rozgrywce.

Rok pierwszy: wiosna, lato

Miejsce startu wylosowałem chyba dosyć szczęśliwe. Dużo graniczących ze stolicą prowincji i jedna z nich z Tronem.

Zacząłem ostrożnie i to aż zbyt ostrożnie. Zwiadowcą nie leciałem badać dalekich krain, bo w sumie po co? Zamiast tego używałem go do ataku i ucieczki na sąsiednie prowincje, by poznać dokładną liczebność neutralnych jednostek. Z dowódcy zrobiłem proroka, a Wielką Matką 2 tury badałem alteration, by odkryć pierwszy poziom, zanim rzucę się do walki. I to był błąd, bo nie dowiedziałem się co dokładnie robi czar Barskin. GM (Great Mother) ma 5 punktów pancerza podstawowego plus 4 punkty za magię E. Razem 9 punktów całkowitego pancerza. Myślałem, że Barskin podbije mi do 10 punktów pancerz podstawowy, ale podbił mi do 10 całkowity. Czyli dla jednego punktu pancerza opóźniłem zdobycie prowincji o jedną turę.

W szóstej turze mam 8 prowincji i około 700 dochodu. Na pewno dało się ugrać więcej.

Na mapie jest raczej ciasno. Jest 6 frakcji lądowych, a lądowych prowincji jest 62. Czyli, jak można policzyć, powinienem zdobyć jeszcze 2 prowincje, żeby było po równo.

Jak widać, zdobyłem też Tron. The Throne of Spring, nawet niezły, dodaje +1 growth do dominium i 1 gem Air. Do tego w prowincji są magowie A2 N1, niestety ścieżki takie jak u moich magów, ale lepsze to niż nic.

W pewnych miejscach graniczę już z dwoma graczami. Na północnym zachodzie mam Hinnom – rasę pustynnych olbrzymów. Na zachodzie (może bardziej na północnym zachodzie) jest Mictlan, rasa ludzi słabo uzbrojonych, ale dysponującymi tanimi świętymi jednostkami. Obie frakcje uchodzą za rusherów. Obie też lubią gorąco i takie na pewno mają swoje dominia.

Pozostałe, niewidoczne na razie, frakcje to Ulm, Ermor i Caelum. Wysłałem do tych ostatnich wiadomość. Ponieważ uchodzą oni za frakcję słabą w początkowej fazie gry i jest szansa, że jednym z ich sąsiadów jest któryś z moich sąsiadów, to jeśli ktoś ich zaatakuje, niech mnie o tym powiadomią.

Brakuje mi zwiadowców. Mam tylko jednego, tego z którym zaczyna się grę (jest teraz na terytorium Hinnom) i w żadnej prowincji nie mam do nich dostępu.

2 thoughts on “Dominions 4 – relacja z gry multiplayer, część 1”

  1. Dlaczego Production? TNN ma drogie jednostki (i jeszcze droższych magów), ale nie potrzebują wielu zasobów, jak to wszystkie elfy. Build z Order/Growth nie byłby lepszy?

    1. To było dawno, nie pamiętam co wtedy myślałem. Chyba chciałem iść w Tuatha Warriors i myślałem, że produkcja będzie mnie hamować. Potem też stwierdziłem, że głupio zrobiłem mając proroka ze zwykłego dowódcy i żałowałem, że nie ma on cechy Glamour, żeby mógł niewidzialny chodzić z armią po terenach wroga. A całą grę przegrałem, rozwalił mnie Ulm razem z Ermorem. Postanowiłem zaatakować ich jednocześnie jak jakiś Hitler. Popełniłem wtedy jakieś błędy z których najbardziej pamiętam utratę bohatera, który miał być niepokonanym Super Combatantem, z masą przedmiotów, ale przegrał, bo miał dla towarzystwa kilka zwykłych jednostek i ich śmierć wymusiła testy morale i bohater zwiał, a dodatkowo nie było dookoła przyjaznej prowincji i zginął. Pamiętam jeszcze, że zapomniałem zaskryptować w ważnej bitwie Storm i przeciwnik szalał z firebalami. Ermor rzucał na mnie masy legionistów, które masakrowałem lepiej niż Hannibal, ale powoli w końcu ich przewaga materialna i moje błędy zrobiły swoje.

      Jeszcze przypomniałem sobie o jednym błędzie, nie pamiętam czy opisałem go w blogu. Podbiłem południowe morze, ale żeby to zrobić nakupowałem jeźdźców na rekinach, bardzo drogie jednostki. Potem nie miałem jak ich odwołać czy użyć w bitwie i zżerały mi upkeep. Po jakimś czasie dopiero zgromadziłem ich w prowincji o najmniejszym zaopatrzeniu i populacji, i jeszcze łupiłem tę prowincję, żeby wyginęły przez zarazę, ale straty i tak zdążyły już być spore.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s