Mity na temat starożytnych i średniowiecznych bitew

Gry, filmy i książki dostarczają nam fałszywy obraz bitew. W tym wpisie postaram się sprostować najbardziej oczywiste bzdury.

Głęboki szyk piechoty

Filmowcy lubują się w pokazywaniu armii jako wielkiego monolitycznego kloca, ciasno upchanego ludźmi i końmi. Niestety żądza efektu wizualnego bierze tu górę nad faktami historycznymi i poczuciem rzeczywistości. Średnia głębokość szyku falangi greckiej i rzymskiego legionu to średnio 8 ludzi, nie licząc strzelców i harcowników. Walczono w długich liniach z wielu powodów:

  • Głęboka formacja jest łatwiejszym celem dla strzelców, ponieważ trudność trafienia to w większości wypadków kwestia oceny odległości i takiego wycelowania, by pocisk nie opadł ani za blisko, ani za daleko.
  • Kto ustawi się w dłuższej linii, ten może oflankować przeciwnika.

Czasami jednak używano głębokiego szyku. Robiono tak, gdy:

  • Posiadano liczebną przewagę, a nie chciano wydłużać szyku.
  • Gdy chciano nadać większą bezwładność formacji, czyli zmusić ją do posuwania się naprzód, ponieważ tylne szeregi pchają przednie.
  • Uchronić się przed stratowaniem przez ciężką jazdę.

Tratowanie przez jazdę piechoty w głębokim szyku

Coś takiego jest niemożliwe, ponieważ masa ciał piechoty wyhamuje konia. Najbardziej absurdalny przykład takiego tratowania był w filmie Władca Pierścieni, gdzie bardzo zbity i głęboki szyk jazdy Rohanu zaszarżował na bardzo zbity i głęboki szyk piechoty orków. W rzeczywistości przednie szeregi jazdy musiałyby wyhamować po stratowaniu kilku orków (i w filmie wyhamowały), a cała masa jazdy z tyłu wyhamowałaby na tej jeździe z przodu (w filmie nie pokazano już co się stało z jazdą z tyłu). Przecież co jakiś czas słychać o ofiarach śmiertelnych stratowanych przez pieszy tłum, więc można sobie wyobrazić jakie ofiary musiałyby być wśród tej jazdy. To była samobójcza szarża!

Wyżynanie się do nogi

Bitwy wygrywało się, i nadal wygrywa, nie przez zabicie wszystkich przeciwników, a przez rozbicie ich i zmuszenie do ucieczki lub poddania się. Gdy armia zostaje rozbita i ucieka, to dowódca nie ma jak jej zebrać z powrotem, bo po pierwsze, sam musi ratować się ucieczką, bo staje się dla wroga celem numer jeden, a po drugie pewnie nikt z jego byłej armii nie kwapi się do powrotu (może był zaciągnięty siłą, może już nie wierzy w sens dalszej walki, albo może bać się kary za ucieczkę).

Armię się rozbija, a nie wyżyna, bo morale pełni bardzo ważną rolę w każdej bitwie. Odwaga i strach są jakby zaraźliwe i przez to po osiągnięciu pewnej masy krytycznej lawinowo ogarniają całą armie.

To jakie straty poniesie uciekająca armia w czasie ucieczki zależy od tego, ile jazdy posiada przeciwnik.

Bitwa jako seria szybkich pojedynków

W rzeczywistości gdy ściera się ze sobą dwóch wojowników, mających jako taki pancerz i tarczę, to walka może trwać długo, ponieważ jest to prawie sytuacja patowa. Dlatego najlepszym sposobem na zabicie kogoś jest zaatakowanie go wtedy, gdy jest zajęty walką z kimś innym. Zupełnie inaczej jest na filmach, gdy mamy zbliżenie na bohatera i zawsze atakują go pojedynczy wrogowie, których on oczywiście bardzo szybko eliminuje po kolei. Producenci nie mogą pokazać przecież, jak główny bohater atakuje przeciwników zajętych akurat walką z kimś innym, bo byłoby to skazą na jego wizerunku, chociaż w rzeczywistości byłoby to normalnym działaniem, najzupełniej zgodnym zarówno z instynktem jak i rozumem.

 

8 thoughts on “Mity na temat starożytnych i średniowiecznych bitew”

  1. Interesujący artykuł, dobitnie pokazujący to czego odbiorcy oczekują od twórców. Oczywistością jest, że większość pisarzy stara się poszerzyć swoją grupę docelową możliwie najbardziej, zazwyczaj kosztem pewnej ułomności swego dzieła. Poświęcenie realizmu, choć niewątpliwie krzywdzące, oddaje wiele swobody autorskiej, jakże cennego zasóbu. Używając tejże wolności podkreślić można wiele rzeczy, od procesu przemiany charakteru bohatera, przez krytyczne konsekwencje politycznych i strategicznych decyzji, aż do tak prozaicznych spraw jak słabe wyszkolenie dowódców stron walczących (tu na myśli mam głównie przykład z głębokimi szeregach piechoty). Och, oczywiście wszystko to zakłada szlachetne pobudki twórcy. Doskonale wiesz, co oddałeś zresztą w tekście, że wielu reżyserów filmowych kieruje się przede wszystkim zasadą „the rule of cool”, dyktujacą użycie wszystkich możliwych środków by film/gra/książka były jak najbardziej „awesome”. Wracając do samego tekstu, zaintrygował mnie fragment traktujący o wpływie morale na przebieg bitwy. Z chęcią przeczytałbym o tym większy tekst Twojego autorstwa. Na koniec pytanie: W jakiej sytuacji, nie licząc chęci nadania bezwładności ani niekorzystnego terenu po bokach, dowódca może zarządzić głęboki szyk?

    Pozdrawiam, Michał Szałański

    1. Też bym chętnie napisał więcej, ale jakoś nie umiem tych wszystkich rzeczy sobie poukładać w większą całość.

      W głębokim szyku walczyła falanga macedońska. Było to 16 szeregów i podobno dalsze zwiększanie głębokości nie miało już wpływu na efekt bezwładności (EDIT: chociaż teraz widzę, że źle zrozumiałem zdanie z jednej książki, więc nie podtrzymuję już tej tezy. Na pewno głęboki na 16 szeregów szyk działał na morale wroga, a co do bezwładności to już pewności nie mam, ponieważ wystraszonego człowieka nic nie popchnie do przodu, taki człowiek się prędzej położy na ziemi i zdezorganizuje cały szyk). Podejrzewam, że ta falanga była groźna tylko wtedy, gdy posuwała się naprzód i zmuszała wroga do cofania się, zabierając mu inicjatywę i wpływając na morale. Gdyby po prostu stali, to mogliby tylko nieznacznie ruszać tymi długimi nieporęcznymi pikami i prędzej czy później musieliby ulec piechocie wyspecjalizowanej w walce wręcz.

      Głębokość szyku można też rozumieć inaczej niż ja w tym tekście. Chodzi o zwiększenie odstępów między szeregami. Tak walczyli Rzymianie. Ardant du Picq (https://en.wikipedia.org/wiki/Battle_Studies) pisze, że chodziło o oddalenie żołnierzy, którzy i tak na razie nie walczą, od samej walki (jej okropności), co miało poprawiać ich morale.

      Walka w całkiem cienkiej linii weszła do użycia dopiero, gdy broń palna była już skuteczna. W walce wręcz zawsze musi to być tych kilka szeregów, bo tu bardzo liczy się miejscowa przewaga liczebna. Walka jeden na jeden łatwo się przeciąga i może przejść w jakieś zapasy. Walka kilku na jednego to coś całkiem innego. Jeden dodatkowy człowiek może rozstrzygnąć losy potyczki. Widziałem kilka bójek i zawsze sensowne ciosy padały zadane komuś od boku czy tyłu, gdy przeciwnik nawet nie widział kto go walnął. Dopiero gdy nie da się wprowadzić więcej ludzi do walki, bo się po prostu nie zmieszczą i będą mogli tylko stać z tyłu i się gapić, wtedy można rozważyć nie zwiększanie głębokości szyku.

      1. Dziękuję za odpowiedź i czekam z niecierpliwością na kolejne, ciekawe artykuły.

  2. Bardzo wartościowy artykuł, szkoda tylko, że tak krótki… ;)
    Każdy młody człowiek, który zaczyna sie interesować historią, czy strategią najczęściej zaczyna od gier komputerowych. Gorzej ma się sprawa z filmami dokumentalnymi, bądź artykułami w sieci, które teoretycznie powinny mieć wartość edukacyjną, a są wręcz naszpikowane takimi mitami, jakie autor opisał wyżej.

    przykładem będą tu np filmy dokumentalne z national geo, czy discovery, opisujące wydarzenia historyczne, bitwy itd,
    przez które młodzi ludzie często zaczynają interesować się historią, czy zagadnieniami taktycznymi, zdobywając pierwszą wiedzę.
    I tutaj już na starcie są karmieni stekiem bzdur.

    inny przykładem, z jakim ostatnio się spotkałem to pseudo zgodne – historycznie gry, takie jak World of Tanks, czy WarThunder, gdzie twórcy gier chwalą się realizmem i zgodnością historyczną swoich produktów, poprzez które całe rzesze młodych ludzi zaczyna interesować się historią II wojny św. opierając zdobywana wiedzę na tym co przekazują te gry.

    Na koniec, jako przykład zostają artykuły historyczne znajdowane w necie, takie jak vikipedia, gdzie także często młodzi ludzie zdobywają wypaczona wiedzę historyczną. Oczywiście jest dużo wartościowych artykułów, ale niestety większość z nich wypacza historię i wręcz woła o pomstę do nieba,
    a na domiar złego jeszcze są klasyfikowane przez twórców, jako materiały dokumentalne i edukacyjne.

    1. Oglądam czasem na youtube filmy dokumentalne o historii, zwłaszcza o starożytnych i średniowiecznych bitwach, wojnach i uzbrojeniu. Najczęściej jest to robione tak, by na siłę szukać sensacji, szokować i wyolbrzymiać. Żeby wyłowić z tego jakieś wartościowe informacje, to trzeba uzbroić się w podstawową wiedzę i sceptycyzm. Jeśli ktoś zna angielski choćby na średnim poziomie, to polecam kanał scholagladiatoria https://www.youtube.com/channel/UCt14YOvYhd5FCGCwcjhrOdA Kopalnia wiedzy o broni białej, bez mitologizowania jej.

      1. Tak, dokumenty brytyjskie i amerykańskie brylują w tym.
        Tak jak napisałeś, jesli ktos sie orientuje w historii i coś tam przeczytał to wyłapie bzdury i co najwyżej się pośmieje, co z resztą widać w niektórych komentarzach na YT.
        Gorzej ma sie sprawa z młodymi ludźmi… Obecne pokolenie jest „nieczytelne” i „niepiśmienne”, jesli przeczyta artykuł w wikipedii mozna to uznać za sukces, więc co dla nich będzie wiedzą??
        a to co wyłapia w google i na YT, czyli najszybciej filmy dokumentalne na i gry.

        Co do poziomu filmów dokumentalnych, szczególnie tych o II wojnie sw., to widać w amerykańskich dokumentach niedouczenie, nieprecyzyjność i wręcz arogancje i ignorancje.

        Ja te filmy nazywam „dokumentalizowane” czyli filmy fabularne w oparciu o fakty i dokumenty, nie koniecznie zgodne z prawdą.

        Przykładowo:

        Filmy dokumentalne, wspomnienia weteranów w z bitew II wojny św, gdzie Shermany dziurawią Panthery, a umiejętności i wyszkolenie amerykańskich załóg bije na głowę wszystko. Do tego mamy całą wiązankę nieprecyzyjnych cyfr, nazw miejscowości i po prostu faktów. Dołączyć do tego jeszcze katastrofalne błędy w tłumaczeniu. I co nam wychodzi?

        Kolejny przykład:
        Jakiś czas temu oglądałem dokument o bitwie na 73 równoleżniku, gdzie wypowiadali się weterani wojny w Iraku, do którego twórcy dokumentu dorabiali animacje komputerową. Można by pomyśleć, że skoro wypowiadają się naoczni świadkowie, czyli weterani, to bedziemy mieli 100% wartościowy materiał…
        Nic bardziej błędnego. Nie wiem czy weterani sa jacys tepi i zjada ich alzheimer, czy po prostu twórcy pomontowali tak wypowiedzi weteranów, żeby przedstawic tylko jakieś heroiczne kawałki, bo dokument pokazuje dosłownie kilka amerykańskich maszyn i całe setki irackich czołgów, które nawet nie zdążyły wystrzelic bo były masakrowane przez pluton Abramsów, a nawet przez transportery opancerzone Bradley.

        Jakie wnioski wyciąga małolat po obejzeniu takiego dokumentu???
        Ano takie, że radzieckie T-72 nadawały się co najwyżej do orania pola, a Iraccy zołnierze to byli imbecyle.

        Nie powinniśmy sie dziwić dlaczego tak upośledzeni są amerykanie, skoro od pokoleń są faszerowani taka historią.
        A co najgorsze amerykanie w to wierzą.

        Tak samo teraz z braku rzetelnych dokumentów i materiałów nasze młode pokolenie jest upośledzane historycznie.

        Własciwie to temet jest o grach i przepraszam za lekki offtop
        z góry przepraszam za literówki

  3. ja osobiscie staram sie walczyc na forach i róznych stronach z przekłamaniem w grach komputerowych oraz bzdurami pokazywanymi w filmach pseudodokumentalnych, bo uwazam że takie rzeczy wpływają uposledzająco na nasze społeczeństwo i wiedze o historii.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s