Leśny hardcore

Część pierwsza

Witajcie w kolejnym AAR-ze ze wspaniałej gry Advanced Tactics Gold. Od teraz zaczynamy nową jakość, każdy AAR będzie miał tylko 3 odcinki.  Pierwszy będzie poświęcony opisowi mapy, opcji i planowi strategicznemu. Druga część będzie poświęcona właściwej akcji. W trzecim nastąpi podsumowanie i standardowa odpowiedź na pytanie „co poszło nie tak”. Tak przynajmniej zaplanowałem w teorii, jak wyjdzie – nie wiem.

Nie lubię wymyślać tytułów, teraz widzę, że „Leśny hardcore” brzmi co najmniej dziwnie, ale już trudno. Na mapie jest dużo lasu i gramy z modyfikacją zasad zwaną „hardcore production”, więc tytuł niby pasuje.

Tym razem ja ustawiałem opcje, więc nie ma stone age ani kosztownych badań, jest pełniejsza mgła wojny, więc nie widać co buduje u siebie przeciwnik. Mapa jest prawie całkiem lądowa, ewentualna flota może spełniać jedynie zadania logistyczne na tyłach. Miejsca jest dużo, bo przy wielkości medium ustawiłem wild lands, co zmniejsza liczbę miast tak jakby mapa była small.

Najważniejsza wg mnie cecha wygenerowanej mapy to bardzo długa granica między graczami. To gwarantuje dynamiczną grę, bo myślę, że nie sposób obronić całej takiej granicy. Z drugiej jednak strony centrum mapy to dość gęsty las i mało dróg.

Przyznam, że boję się tej mapy, nie mam po kilku turach żadnego olśnienia typu „tak, to będzie moja strategia na tej mapie!”, więc w pierwszych turach odwlekałem trudne decyzje, robiłem inżynierów, by ulepszali najbardziej bezpieczne pola surowcowe i budowali porty na wybrzeżu, dla zapewnienia komunikacji między miastami. Mapa jest taka, że można łatwo przeciąć kraj przeciwnika na pół i porty wydają się sensowne. Niestety zaćmiło mnie raz i zbudowałem port tuż przy mieście portowym, a przy stolicy o mało co nie wybudowałbym stoczni.

Moja nacja to Francuzi. Potrafią oni budować dodatkowe rodzaje fortec: tanie fortyfikacje, tańsze, ale gorszej jakości niż normalne i superfortece, droższe ale lepsze niż te tradycyjne. Wg mnie to czyni ich jedną z mocniejszych nacji, no ale to tylko takie moje teoretyczne przemyślenia. Zbudowałem nawet jedną czy dwie tanie umocnienia, ale potem odpuściłem to sobie, bo skąd mam wiedzieć w którym miejscu będą potrzebne?

Przeciwnik gra Niemcami. Ich najniebezpieczniejsza broń to rakiety V1 i V2. Mają też dostęp do superciężkich czołgów, ale to technologia dosyć kosztowna.

W poprzedniej naszej grze wypowiedziałem wojnę w 17 turze, i to jako gracz drugi. W tej, jako gracz pierwszy, zrobiłem to 7 tur wcześniej. Wypowiedzenie wojny (zwłaszcza wcześnie) daje najczęściej taką korzyść, że masakrujemy jakąś piechotę przygraniczną swoimi czołgami, i tak było tym razem.

Wybaczcie, że nie napiszę dokładniej co planuję, ale mój przeciwnik najprawdopodobniej zagląda na ten blog, bo nie kryję się z nim – mam w profilu lub podpisie na każdym forum o tematyce gier strategicznych. A w logach WordPressa widziałem wejścia z kraju mojego oponenta.

Część druga

To drugi i ostatni odcinek AAR-a pod genialnym tytułem „Leśny hardcore” (pewnie będzie niedługo masa wejść z wyszukiwarek XD).

Najpierw to co powinno być w poprzednim odcinku, a o czym zapomniałem.

Większość mapek u mnie można otworzyć w powiększonej wersji w nowej karcie zwykłym kliknięciem.

Niebieskie kwadraty to moje miasta, czerwone należą do nieprzyjaciela. Stolice zaznaczyłem podwójnymi kwadratami, a mają one moc produkcyjną większą dwa i pół raza niż zwykłe miasta. Kółka czarne to złoża ropy, a białe rudy. Nie zaznaczyłem złóż przeciwnika, ale myślę, że są mniej więcej tam gdzie moje. Żółte linie to drogi.

Mój teren to północna połowa mapy, gdyby ktoś jeszcze nie zajarzył.

Widać, że słabym punktem jest moje prawe skrzydło (wasza lewa strona mapy), mam tam dużo surowców, a tylko jedno miasto i to początkowo odizolowane od reszty. A jakby tego było mało to mające naprzeciw siebie silniejsze skrzydło przeciwnika (symetria punktowa). Mapa, tak jak już wspominałem, wydała mi się bardzo nastawiona na ofensywę.

Chciałem się przygotować na najgorsze, czyli na mocny atak mojego adwersarza w wybranym przez niego miejscu i szybkie podejście pod jedno z moich miast z przecięciem kraju na dwie części. Z tego powodu nie budowałem między miastami lądowej linii komunikacyjnej wschód-zachód, a postawiłem na porty. W jednym moim portowym mieście (mającym połączenie z morzem) zbudowałem kilka statków transportowych. Później ich liczba wzrosła do kilkunastu.

Inżynierami ulepszyłem kilka złóż. Nie odkrywałem żadnej nowej technologii, wg mnie ta mapa nie pozwalała na takie luksusy. Za to w pobliżu drugiego, licząc od strony zachodniej, miasta wybudowałem fabrykę dział. Generalnie fabryka dział to dosyć bezpieczna inwestycja, przydaje się zwłaszcza w późniejszych fazach gry, gdy paliwo staje się problemem i nie możemy już przeznaczać rudy na czołgi czy samoloty (działa najczęściej są ciągnięte przez konie, więc nie zużywają ropy) a miasta muszą coraz to więcej mocy produkcyjnych przeznaczać na wytwarzanie zaopatrzenia.

Akcja

Miałem dwie pancerne armie, jedna na wschodzie, idąca na wrogie zagłębie surowcowe, drugą na zachodzie, z zadaniem bronienia mojego analogicznego terenu. Do tego kilka małych armii piechociarzy, m.in. w centralnym lesie.

Zaatakowałem w 10 turze. Równocześnie prawie na całej długości granicy.

Na zachodzie nie liczyłem na sukcesy, ale było tam, tuż za linią oddzielającą nasze państwa, złoże ropy, więc przejąłem je i nawet pojechałem trochę dalej, ale zaraz pojawiły się wrogie czołgi oraz ciężkie działa, dlatego odskoczyłem z zamiarem wyczekiwania na jakiś błąd przeciwnika.

W zalesionym centrum również ruszyłem grupkami piechoty z pistoletami maszynowymi. Tutaj to już w ogóle nie liczyłem, że zajmę cokolwiek, ale myślałem tak: po pierwsze, taka przesuwająca się granica da wrogowi do myślenia, będzie musiał coś trzymać w tym rejonie. Po drugie, koszt wejścia na teren wroga jest nieco większy niż na swój teren, więc jeśli na początku zajmę trochę terenu, to nawet jeśli zostanę zmuszony do odwrotu, spowolni to ewentualny marsz wrogiej armii.

Widzicie więc, że starałem się nie trzymać wojska nigdzie bezużytecznie, co byłoby złamaniem podstawowych zasad ekonomii sił.

Front po trzech turach wojny:

Jednak mój główny kierunek natarcia był na odcinku wschodnim. Tu miałem najwięcej czołgów i piechoty. Użyłem schematu: 3 czołgi lub 2 czołgi i jeden samochód pancerny, 10 zwykłych piechurów plus ewentualnie jakieś dodatki typu moździerze lub bazooki. Do tego trochę samodzielnych oddziałów kawalerii do zwiadu i czasem do dobitek. Zmiotłem jakieś tam przygraniczne oddziały piechoty i droga na surowce stanęła otworem.

Po trzech kolejnych turach miałem już pewne trudności. Na zachodzie napotkałem ścianę jednostek i sporo ciężkiej artylerii, więc nie miałem na razie jak zaatakować, ale zaskoczyło mnie, że przeciwnik nie wykonał zdecydowanego kontrataku, w końcu miał tam zaplecze przemysłowe stolicy, a ja jedynie pomniejszego miasta, z dość daleko położonym portem (z ustawieniami produkcji hardcore, takie niuanse mają już znaczenie).

W centrum kilka razy napotkałem ukrytą w lesie piechotę, co przetrzebiło moich „rangersów” trochę, ale również nie było tam zdecydowanej kontry ze strony mojego południowego sąsiada.

Na wschodzie zbudowałem już dwa lotniska, mające w swoim zasięgu osamotnione miasto wroga. Złoża zająłem i ustawiałem się tak, by nie trzymać na jednym polu zbyt dużej ilości czołgów, w obawie przed bombowcami nurkującymi. Te bombowce dały mi się trochę we znaki tak na wschodzie jak i na zachodzie. Jednak kilka razy przeciwnik zbombardował nimi moją piechotę i to chyba jeszcze w górach, co było dosyć niemądre. Lepiej te ataki było zużyć na moje czołgi, bo aż musiałem dowozić artylerię przeciwlotniczą i myśliwce. W końcu, widząc jak małe siły na mnie czekają, zaatakowałem i zdobyłem fabrykę czołgów i nawet zdążyłem ostrzelać miasto i zbombardować lotnisko, gdy gracz strony przeciwnej poddał partię.

Slideshow (ustawiłem na 2 sekundy każdy screen): https://www.youtube.com/watch?v=KMylFlkk9Q8

Podsumowanie

W końcu udało się wygrać. Gra trwała 17 tur. Po stracie tylu złóż, fabryki i wobec praktycznie pewnej perspektywy straty miasta, przeciwnik skapitulował. Bilans strat również był korzystny dla mnie (z perspektywą polepszenia po zdobyciu miasta). Jak to gracze Wesnoth mówią: miałem kills and vills (zabicia i wioski).

Moja gra nie była idealna. Chociaż połączyłem miasta portami, to przez większość czasu cierpiałem na niedobór statków transportowych. Często również brakowało transportu kolejowego. Nowe działa z odległej fabryki przybywały więc na front z ciężkim trudem. Gdybym wiedział jak potoczy się gra, wolałbym zainwestować zamiast w porty w połączenia lądowe i w pociągi zamiast statków. To dodatkowo pozwoliłoby mi zaoszczędzić paliwa, bo był moment, gdy zbliżyłem się do granicy tysiąca jednostek ropy w magazynach, co jest wielkością właściwie awaryjną. Za to rudy miałem za dużo, zwłaszcza po zajęciu złóż na wschodzie. W centralnej części mapy operowałem chaotycznie, sam nie wiedziałem czy atakować czy się cofać, walka była tam praktycznie na ślepo.

Jeśli chodzi o mojego przeciwnika, to zgodził się przesłać mi screen z widokiem na jego kraj w ostatniej turze.

Widać na nim, że nie nie robił portów, ale połączył swoje wschodnie miasto drogą z miastami centralnymi. To dobra decyzja, ale w takim razie dlaczego miasto było tak słabo chronione? Może ta droga powstała zbyt późno, na co wskazywałby oddział inżynierów stojący tak, jakby właśnie kończył budować tę linie?

Nieco na północ od jego stolicy widać jakieś dwie struktury, na moje oko są to dwie fabryki, pewnie jedna z nich to fabryka dział. Zauważyłem, że miał p-lotki drugiego poziomu, musiał więc przeznaczyć na nie swoje PP, tak jak na ciężkie działa, których nie ma na starcie. Czyli wydał na badania co najmniej 132 PP więcej niż ja i na fabryki więcej o 160 PP. Na moje porty w sumie wydałem 40 PP i na statki równowartość 48 PP. Wydał o 200 PP więcej, a zamiast tego mógłby mieć 50 czołgów, armat lub samolotów. Lub z 700 jednostek różnorakiej piechoty, jeśli surowce nie pozwoliłyby na ciężki sprzęt. No dobra, może trochę mniej, jeśli wliczyć koszty utrzymania większej armii. Już mi się nie chce dokładnie kalkulować, ale po wielkości mojej armii szacuję, że jego armia musiała być około dwóch razy mniejsza.

Czyli jak wniosek? Strategia nieco rushująca napotkała strategię zahaczającą o bankowanie. A już pisałem co jest lepsze w jakiej sytuacji. Mapa sprzyjała atakowi, więc ewidentny, strategiczny błąd przebankowania u przeciwnika. Inny błąd to trzymanie na granicy i na otwartym terenie praktycznie gołej piechoty w sporych ilościach, która zawsze zostanie rozjechana czołgami, a w razie potrzeby ostrzelana najpierw z artylerii (ale jak stoją na płaskim, to wystarczą same czołgi).

1 thought on “Leśny hardcore”

  1. W końcu udało się wygrać.

    Zbliża się magiczny okres Świąt Bożego Narodzenia i cuda się dzieją. Końca świata nie ma, Madlock wygrywa, świat jest nieprzewidywalny. Same anomalie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s