Wyspiarski duel ATG, odcinek 2

Część szósta, cisza przed burzą?

To najdłuższy duel w ATG w jaki grałem…

A grałem już w 3.

Po pierwsze, mapa jest biedna w przemysł i surowce. Po drugie, zaczynamy od zera z technologiami i gramy z opcją kosztownych badań. Po trzecie, atak na takiej mapie jest kosztowny i trudny. Po czwarte, modyfikacja zasad gry na hardcore production powoduje, że atak jest jeszcze bardziej ryzykowny niż normalnie i niezbędna jest większa ilość statków transportowych.

W moim odczuciu hardcore production sprawdza się dobrze. Dodaje realizmu, a ilość dodatkowego zarządzania posiłkami nie jest wcale tak wielka. Może to kwestia tego, że mapa jest mała i wyspiarska, więc ilość produkowanego przez nas wojska lądowego i powietrznego jest mała.

Obecnie jest już 64 tura. Jak na tak długi czas to dzieje się mało. Muszę zapamiętać, by więcej na takich ustawieniach nie grać, a na pewno nie dać się wciągnąć w podobną grę z większą ilością graczy. Widziałem na forum ATG jak jacyś geniusze chcą się umówić w 14 graczy na grę z kosztownymi badaniami, stone age, startem z jednego miasta i całunem. Taka gra nie ma prawa dojść nawet do połowy, to po prostu fizycznie niemożliwe XD. Mój znakomity rywal i ja zasuwamy po kilka tur dziennie, więc jeszcze nie jest tak źle. Ta sama strefa czasowa jednak robi różnicę na lepsze.

Dobra, nie ma co dłużej odwlekać: popełniłem jeszcze kilka błędów. Największy z nich to taki, że dałem sobie zatopić cały transport wojska, który miał dokonać drugiej inwazji. Oto bilans strat z tamtej feralnej tury.

8 statków transportowych a w nich piechota, czyli rangerzy, inżynierowie i dowództwo, armour, czyli samochody opancerzone i 10 jednostek artylerii. To byłoby zabójcze uderzenie, ale podpłynąłem za blisko i zostałem wypatrzony a następnie zatopiony przez krążowniki. To była bardzo dobra lekcja, na pewno zostanie to zapamiętane i wykorzystane w tworzonym przeze mnie poradniku do tej gry.

Ale na zdjęciu widać też, że straciłem wtedy jeszcze 3 okręty podwodne (część lub całość „pilnowała” konwoju inwazyjnego, a w rzeczywistości prawdopodobnie naprowadziła wroga na jego ślad) oraz sam zniszczyłem jedną jednostkę wodną przeciwnika. To był jakiś transportowiec, który wiózł 2 jednostki artylerii przeciwlotniczej. Kolumna AS KILL oznacza zaś zatopione przeze mnie transporty w czasie transportu strategicznego. W innych turach w ten sposób zniszczyłem jeszcze więcej zaopatrzenia.

Niestety przeciwnik od jakiegoś czasu wysyła transporty pod eskortą niszczycieli i zanim to pojąłem zaliczyłem kilka głupich ataków „na ślepo” tracąc trochę sub-ów.

I tak to leci. Raz zarządziłem nalot i nadziałem się znowu na jakieś chol*rne krążowniki i flak-i. Zapomniałem ustawić odwrót przy minimalnych stratach. W tej chwili czuję, że szykuje się na mnie desant. Oczywiście podjąłem pewne przygotowania na tę okoliczność. Niech przeciwnik pokaże w końcu jak atakuje.

Część siódma, wyjście na prostą

Jest 82 tura. Mało tur poszło od ostatniego wpisu, bo miałem tygodniową przerwę w grach, spowodowaną sprawami rodzinnymi. Ale już jestem z powrotem w grze i nawet mam kilka pomysłów na wpisy nie-AAR-owe, które ostatnio zostały przesunięte w cień przez raporty z pola walki.

Może moi czytelnicy będą zdziwieni, ale wydaje mi się, że wyszedłem z kryzysu. Widać nie jestem taki głupi na jakiego wyglądam.

A sytuacja wydawała się beznadziejna. Straciłem pełno samolotów torpedowych w atakach na krążowniki drugiej generacji, przeprowadziłem kompletnie nieudany desant, drugi desant straciłem podczas transportu, traciłem łodzie podwodne (chociaż nimi jednak zatopiłem sporo zaopatrzenia, a nawet kilka statków transportowych w samych portach wroga).

A mój przeciwnik tym czasem budował jak szalony. Zabudował całą Swamp Isle. Nieco na północy zajął moje rdzenne ziemie, taka podłużna wyspa, nazwijmy ją Long Island XD, wybudował tam stocznie i kilka lotnisk. To wszystko było dla mnie nie do ugryzienia, bo roiło się tam od artylerii przeciwlotniczej, a w portach stały krążowniki i niszczyciele. Zaprzestałem więc głupich ataków i umacniałem obronę Oil Island, czekając na rozwój wypadków.

Po pierwsze, dobrze zrobiłem, że opracowałem II generację okrętów podwodnych. Ich przeżywalność wydaje się czasami niesamowita. Mój przeciwnik chyba źle zrobił, że nie zainwestował w II poziom niszczycieli.

Po drugie, zauważyłem na jednym z lotnisk na Long Island bombowce i że przeciwnik nie wysyła myśliwców na przechwycenie, więc wykorzystałem to i je rozwaliłem własnymi myśliwcami. 16 myśliwców II poziomu przeciwko 14 bombowcom i 9 dział p-lotniczych II poziomu – bilans: strata 2 myśliwców, zniszczenie 8 bombowców i jednego inżyniera (trochę wojsk lądowych się tam pałętało). Sam się dziwiłem dlaczego p-lotki nie zebrały większego żniwa, ale okazuje się, że mają one tylko 15% hit->kill, czyli tylko 15% trafień to natychmiastowe zniszczenie celu, reszta to większe lub mniejsze obniżenie gotowości, okopania i morale, więc moich myśliwców nie miało co dobić (np. myśliwce, które sobie spokojnie siedziały na lotniskach obok). Standard to 25%, ale artyleria różnego rodzaju ma mniej.

Po trzecie, przeciwnik podpłynął trochę swoją flotą w moją stronę. Nie wiem za bardzo po co. W ten sposób pozbawił się osłony artylerii przeciwlotniczej i dostał się w zasięg większej ilości moich lotnisk. Ale najlepsze jest to, że nie wiedział o istnieniu mojej ciężkiej floty, którą od jakiegoś czasu tworzyłem i trzymałem w ukryciu. Nadarzyła się okazja, by jej użyć. Najpierw nalot wszystkich samolotów torpedowych. Padły jak muchy, ale trochę zabrały wrogowi punktów readiness (punkty gotowości bojowej). Zaraz potem uderzyły moje pancerniki (3 sztuki), krążowniki I poziomu i okręty podwodne (po 8 sztuk). Straciłem 1 krążownik i okręt podwodny. U przeciwnika zginęło 6 na 9 krążowników II poziomu.

To zwycięstwo pozbawiło wroga siły uderzeniowej, a mnie pozwoliło na swobodne harce moją flotą. Nie budowałem już samolotów, a cały metal zostawał dla stoczni koło Philidelphi. Żałuję, że stocznię wybudowałem tak daleko, no ale już trudno. Flota uderzała raz na Swamp Island, raz na Long Island – podzielonego wroga łatwiej pokonać. Topiłem wszystko: transportowce, niszczyciele, krążowniki, łodzie podwodne, nawet spotkałem lotniskowiec, ale uciekł do portu (zginie później). Topiłem tony zaopatrzenia, bo podchodziłem do arabskich portów blisko, bez obaw. Byłem desperacko atakowany przez zwykłe i nurkujące bombowce, zapewne szykowane na desant, ale okazało się, że ten typ samolotów jest kompletnie bezużyteczny przeciwko krążownikom nawet pierwszego poziomu. Również kilka niszczycieli wychyliło się z portu, bo miałem tam też mini-flotę podwodną, ale zostały one zniszczone. Raz zaatakowało mnie 10 samolotów torpedowych II poziomu (!), ale okazało się, że 7 krążowników (nie ulepszanych) wystarczy, by taki atak skończył się kompletną klęską. Aż stworzyłem sobie testowy scenariusz i wyszło mi, że na krążowniki potrzeba 4-5 razy więcej samolotów torpedowych, żeby atak miał sens. Jeśli dodać do tego fakt, że statki nie mają żadnych reguł dotyczących stłoczenia, w przeciwieństwie do samolotów, okazuje się, że krążowniki to młot na wszelkie lotnictwo.

Decydujący cios Bagiennej Wyspie zadały moje bombowce strategiczne. Wynalazłem je a potem wybudowałem ich trochę specjalnie na tą akcję. Dwie tury ostrzału moich pancerników i krążowników, a potem nalot bombowy – port na Swamp Island przestał istnieć. Mało tego, mechanika gry jest taka, że na dno poszły wszystkie statki jakie przeciwnik tam trzymał. Wystarczyło poczekać aż garnizonowi wyspy skończy się zaopatrzenie, prowadzić ostrzał z okrętów i naloty, a później wykonać mały desancik. Na miejscu mojego przeciwnika rozwiązałbym swoje wojska i wysadził fabrykę, a tak to fabryka wpadła w moje ręce. Prawdę mówiąc, to jednak nie będzie chyba z niej pożytku, jedną taką fabrykę już mam na Oil Island i zupełnie mi to wystarcza.

Trójkąt Oil-Swamp-Long Island, to tutaj toczyły się największe walki

Perspektywy na przyszłość są dobre. Nie chce mi się liczyć dokładnie, ale w bilansie strat i zniszczeń jestem raczej na sporym plusie. Co mnie zdziwiło, zaczęła mi się kończyć ropa, te pancerniki i masowe używanie lotnictwa jednak potrafią wyczyścić paliwo w szybkim tempie. Ulepszyłem więc kopalnie ropy i jest dobrze. Odkryłem tym samym zasadę: gracz z większą ilością rudy ma przewagę na początku, jednak im dłużej trwa gra, tym bardziej jego przewaga topnieje i zyskuje ją gracz z większą ilością ropy. Wiem, że mój przeciwnik idzie od jakiegoś czasu ostro w artylerię. Na Long Island widziałem ciężkie działa, pewnie ma to być jako artyleria nabrzeżna gdybym chciał blokować port albo są szykowane na inwazję.

Mam teraz wyraźny cel swojego następnego ataku, następny odcinek będzie pewnie relacją z jego przeprowadzenia.

Część ósma, koniec

Od ostatniego odcinka wydarzyło się bardzo dużo. Na końcu poprzedniego chwaliłem się, że zaatakuję jedno z miejsc wroga. Zaatakowałem jego wyspę z ropą. Tak jak się spodziewałem, była słabo chroniona.

Z łatwością udało się opanować port, źródło ropy i wybić obrońców. Nie zyskałem jednak dużo i nie zaszkodziłem przeciwnikowi tak jakbym chciał. Ten szyb wydobywczy był rozbudowany na maksymalny poziom, czyli poziom trzeci. Specjalnie wziąłem tam inżynierów, żeby wysadzili to złoże. Okazało się, że wysadzanie obniża tylko punkty struktury, a po wyzerowaniu ich dalsze wysadzanie nie ma sensu, poziom jest nadal trzeci. W ten sposób przejęte złoże pracowało na mnie w niewielkim stopniu, a gdy już się samo naprawiło, to wróg sobie je odbił.

Ano, odbił, bo w jakiś sposób mojej flocie skończyło się zaopatrzenie. Straciłem chyba 7 pancerników i 13 krążowników, praktycznie za darmo i ta strata później przesądziła. Tak, w życiu każdego gracza są chwile, gdy nie pozostaje nic innego jak tylko przyznać się do błędu. Nie wiem czy po prostu nie zaopatrzyłem tej floty na maksimum w najdalszym swoim pocie lub w bezpiecznym, nie odciętym, miejscu za pomocą transportowców. Na pewno zmyliło mnie to, że gra pokazuje teoretyczny zapas zaopatrzenia w turach, ale liczony jest on przy założeniu, że oddział nie bierze udziału w walce. A potrafi wtedy pokazać dwa razy więcej tur niż wynoszą one w rzeczywistości bojowej.

Później było już tylko gorzej i po stracie 2 wysp poddałem się.

Jako eksperyment i wymówkę przed szczegółowym opisywaniem akcji zrobiłem filmik. Jedna sekunda to jeden zrzut mapy. Zrzuty są robione automatycznie przez grę, po dwa na każdą turę (początek tury i koniec). Niestety widać tylko to co widzi dany gracz. A że jest to gra z mgłą wojny, to przeciwnika prawie nie widać.

Filmik nie ma żadnej crapowatej muzyki, ani w ogóle dźwięku i jest w jakości HD.

https://www.youtube.com/watch?v=tedaEPmvdJY

3 thoughts on “Wyspiarski duel ATG, odcinek 2”

  1. Oczywiście zdajesz sobie sprawę z tego, że czytanie o samych klęskach może nie przysłużyć się najlepiej promocji gier strategicznych? Z drugiej strony, być może celowo wpisujesz się w wybitnie polską tradycję. Gloria victis! Rozsądnie zatem byłoby nawiązać współpracę z Magazynem Apokaliptycznym „Czterdzieści i cztery”.

    Oświadczenie redakcji „44 / Czterdzieści i Cztery” w sprawie Euro 2012

    Redakcja 44 wyraża radość z powodu porażki polskiej drużyny na mistrzostwach EURO 2012. Naszym przeznaczeniem jest cierpienie, katastrofa, męczeństwo i nieustanna masakra.

    Grzegorz Lato, Franciszek Smuda i Jakub Błaszczykowski chcieli oszukać polskie przeznaczenie, ale przeznaczenia nie da się oszukać. W przeszłości klęski przychodziły do nas z Zachodu i Wschodu, miały twarz Hitlera i Stalina, tym razem klęska przyszła do nas z Południa i miała twarz Petra Jiracka. Strzelona przez niego bramka była znakiem opatrzności. Przywróciła nas wreszcie Realnemu. Przypomniała, że naszym stanem naturalnym jest klęska i beznadzieja. Po „zwycięskim remisie” z Rosją przez chwilę wydawało nam się, że sięgniemy po ćwierćfinał. Jakaż krótkowzroczność! Jakaż nieznajomość polskiej historii! Zwycięstwa przeznaczone są Niemcom, Anglikom i Francuzom, nam zaś przewidziano co innego: traumatyczne wydarzenia, które przypominają, kim naprawdę jesteśmy.
    Dzięki dotkliwej porażce polska drużyna mogła odnieść wielkie zwycięstwo moralne. Po raz kolejny pokazaliśmy, że nie chodzi o rywalizację, ale o coś znacznie większego. O solidarność, o dobro wspólne, które hartują się tylko w cierpieniu. Żeby być sobą, nie możemy zatrzymać się na jednej porażce. Nie wystarczą nawet porażki w nadchodzących Mistrzostwach Świata. Nawet porażki z Andorą i Wyspami Owczymi. Musimy nasze porażki zwielokrotnić i zradykalizować. I na szczęście to się właśnie dzieje! Zielona wyspa, która miała być wzorem dla całej Europy, niepostrzeżenie przepoczwarzyła się w wymierający kraj zombie, zmuszanych do pracy na śmieciowych umowach, pracy, po której zamiast rajskich plaż czeka już tylko głód i śmierć. EURO, które miało być ostatecznym triumfem, zapowiada ostateczną przegraną. Budowa stadionów i autostrad, która miała stać się kołem zamachowym gospodarki, doprowadziła do bankructw polskich przedsiębiorstw na niespotykaną dotąd skalę. Polskie miasta i polskie państwo weszły w spiralę długów, z której nie ma wyjścia. Stadiony, które miały być naszą wizytówką, stały się kamieniem młyńskim dla miejskich budżetów. Już wkrótce pójdziemy śladem Portugalii i w apokaliptycznym szale spuścimy na nie niemieckie buldożery. W ’44 niemiecka technika – przez nasz ślepy upór – zrównała lewy brzeg Warszawy, a teraz – na nasze własne życzenie – zrówna brzeg prawy. Powoli z tysiąca budów, które nigdy nie zostaną ukończone, opada kurz. Coraz lepiej widać znaki nadchodzącego Końca. Krzyk kibicowskich gardeł przeistacza się w krzyk bezrobotnych, starych i biednych. Znów przypominamy sobie o naszych przodkach, którym nie pozostawało nic innego niż kontemplowanie ruin i zniszczenia.

    Żaden udany mecz nie może przekreślić – i nigdy nie przekreśli – naszej wielowiekowej tożsamości opartej na paśmie klęsk. Jeśli zaczniemy wygrywać, przestaniemy być Polakami.

    Redakcja Magazynu Apokaliptycznego Czterdzieści i Cztery.

    Mógłbyś nawiązać z nimi kontakt. Z pewnością i w wypadku gier strategicznych znajdą zapotrzebowanie na budowę polskiej tożsamości narodowej. Zakończenie bieżącego cyklu AARów z „Advanced Tactics Gold” potwierdza Twoje patriotyczne kompetencje. Z całą pewnością byłbyś dla nich cennym nabytkiem.

  2. No tak, bo może tego nie napisałem, ale u mnie są to mecze międzynarodowe. Ja reprezentuję Polskę, a moi przeciwnicy pochodzili z Japonii i Hiszpanii.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s