Grzechy gier strategicznych, cz. 2, czyli internetowe klikacze

Teraz będzie grzech śmiertelny wszystkich gier, nie tylko tych chcących uchodzić za strategiczne.

Nierówne szanse od początku gry, uzyskane w sposób inny niż losowy.

W szczególności chodzi o przewagę uzyskaną przez gracza dzięki:

  1. Kupowaniu różnych „dopalaczy” za prawdziwe pieniądze. Gra zamienia się w licytację, kto może wydać więcej. W normalnej grze wpłacasz wpisowe raz (jeśli gra jest płatna) i każde późniejsze żądanie pieniędzy (nawet pośrednie przez wprowadzenie nowych płatnych dopałek) jest zmienianiem reguł podczas gry. Na szczęście takie ulepszacze za kasę rzadko są na tyle potężne, by załamać balans gry i zazwyczaj większość graczy w ogóle ich nie stosuje, przez co są rzadko spotykane w grze.
  2. Punktom doświadczenia zyskanym dzięki wcześniejszym grom czy potyczkom. Ma to znaczenie tylko jeśli gra dopuszcza walkę między graczami na różnych poziomach. Niestety większość gier na to pozwala, co jest zresztą oczywiste, bo inaczej nie warto byłoby w ogóle zbierać jakichś tam punktów.
  3. Dłuższej obecności w grze. Jeśli w danej grze nie zbiera się dosłownie punktów doświadczenia, ale dłuższa obecność oznacza więcej czasu na gromadzenie jakichś tam zasobów. Gracze dołączający do takich gier często są przez jakiś czas pod ochroną, czyli nie można ich atakować, ale mało to tak naprawdę daje.
  4. Poświęcaniu na grę większej ilości czasu, jeśli gra wymaga absurdalnie częstego doglądania. Wiele gier przeglądarkowych nagradza regularne i bardzo częste (co kilka godzin) logowanie się i wykonywanie ruchów, które niewykorzystane przepadają. Jeśli nie jest się cyfronem, to nie ma się czego szukać w takich grach. A nawet jeśli się nim jest, to sytuacja losowa, skutkująca niemożliwością zalogowania się, wystarczy, by pożegnać się z szansami na zwycięstwo.

Nie wlicza się tu przewagi uzyskanej dzięki dobraniu lepszych kart, jednostek czy frakcji przed właściwą grą, jeśli nie jest to skutkiem któregoś z wyżej wymienionych okoliczności.

2 thoughts on “Grzechy gier strategicznych, cz. 2, czyli internetowe klikacze”

  1. Niestety tutaj wchodzi to gówno które musi wleźć wszędzie, czyli marketing i spece od marketingu.
    Hehe, sam skończyłem PR i miałem psychologie marketingu…

    Jeśli ktoś potrafi spaprać grę to tylko oni. Zajmują się wyłącznie psyciem gry. I nawet jesli devsi opracuja cos ciekawego to ci panowie rozpieprzają to w pył aby przelicznik kasy sie zgadzał.

    Efekt ten chyba najbardziej widoczny w masowych grach MMO (pay to win, albo w.w. zakupy)
    żerowanie na remakach (odświerzanie kultowych produkcji) ak aby odniosły sukces marketingowy.

    Tutaj kazdy mi powie mi:
    ok, ale gra musi zarobic na siebie.
    Odpowiadam wtedy:
    tak, oczywiscie, ale czy gra musi przy okazji uposledzać się do granic obrzydliwości??? chyba nie…

    Podam pare obrzydliwych przykładów:

    -sprawa losowości w grze- manipulowanie losowościa w grze za pomoca algorytmów (czytaj oszukiwanie), jest powszechne w grach MMO, kiedy to specjalisci od marketingu decyduja kiedy to algorytmy dają wieksze szanse graczowi który płaci, aby przypadkiem nie zniechecił sie do gry. Lub dac fory nowym graczom na początku żeby ci silniejsi nie zgnoili go na samym początku. Co do tych graczy którzy nauczyli sie zbyt dużo nalezy ukrócic nieco pazurki poprzez podkręcenie śruby szczęścia aby zachowac balans w grze.

    – kompletny brak wyczucia gry.
    Zapewne każdy z nas pamieta na początku lat 90 hit znany jako X-com. Ile to specjaliści sie naprodukowali aby zarobic na tym tytule, ile to powstało niewypałów to sam nie zlicze, a wszystko dla tego, że ludzie którzy tak usilnie próbowali odświerzyć grę, nie mieli pojecia co było jej atutem, słowem nie znali sie na grach. Nawet rok temu bodajze wyszło X-COM enemy unknown (nawet tytuł zerżneli) z super 3D grafiką i efektami specjalnymi, że gra w sumie zajmowała chyba z 15 Giga na dysku. Strategia zajmuje 15 giga!!!!!???? smiech na sali.
    I co??? gra do dupy, spodobała sie jedynie wąskiej grupie gimbusów.
    Brak klimatu, brak elementów taktycznych, uproszczenia interfejsu jak dla szympansów. Czyli to wszystko co było wazne dla gry, studio 2K po prostu olało.

    Pewnego pieknego dnia niejakie studio o nazwie Goldhawk Interactive, stworzyło gre Xenonauts, która miała byc odnowieniem X-com.
    Jako, że nie było budżetu, to nie było reklamy, grafika prosta, żadnych efektów specjalnlych, 3D czy wodotrysków.
    I okazało się, że gra jest genialna, jednocześnie ucierając nosa takiemu gigantowi jak 2K, który ma na peczki specjalistów od marketingu mających wiedzieć przeciez co ma sie sprzedawać.

    sie rozpisałem…
    to by było na tyle
    wnioski kazdy moze sobie wycagnąc sam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s